godz: 18:21 data: 2012.01.19
"dorosłość jak początek umierania"

zaczynamy dorosłe życie...rachunki, kredyty, raty...o rety rety jakie to przerażające...szkoda, że zupełnie nic się u mnie nie zmienia...w sensie metafizycznym? nie może bardziej psychicznym? nie czuję się doroślejsza i pewniejsza siebie. wciąż mam nieodparte wrażenie, że i tak nic się nie zmienia...najbardziej jednakże wkuriwa mnie fakt, że cokolwiek nie robię, zawsze wychodzi tak samo...jestem chyba wciąż jeszcze mocno nieporadna w dawaniu sobie rady sama ze sobą...zawsze był ktoś...ona była...ważne...świadomość istnienia wsparcia jest świadomością wielką, ważną i wyjątkową...teraz niestety muszę wspierać się sama...może nie jest to do końca zły pomysł bo przynajmniej sama siebie nie skrzywdzę no ale...czuję się samotna w chuj...jeszcze niedawno twierdziłam, że jestem sama ale nie samotna...zmieniło się...ale tak sobie myślę, kiedy tak patrzę mu w oczy, że może warto zaryzykować? może by tak posunąć się choć o krok w przód? może mnie nie skrzywdzi i nie oszuka jak ona...on ma takie dobre oczy, takie szczere...szkoda tylko, że tak krótko ze sobą zawsze jesteśmy...chyba zaczynam mieć z górki...już bliżej niż dalej tej 100% dowodowej dorosłości...wszak wiek 30 lat już do czegoś skłania...a tu niespodzianka! ani myślę zmieniać swój tryb  z życia ani cokolwiek...pewnie skończę jak podstarzała luzaczka w hipsterskim stylu z której wszyscy będą mieli grzane....cóż...będzie co będzie..póki co wiem, że on ma takie dobre oczy. lubię kiedy na mnie patrzy...udaję, że nie widzę, że nic mnie to nie obchodzi...zimna suka! no...zwał jak zwał...ważne, że z wykształceniem i całkiem nieźle się trzymająca ;)



Komentuj(0)


godz: 23:05 data: 2011.11.22
bzdura

tak sobie czasem myślę, jak łatwo można oszukać samego siebie. siedząc w zawiesistym dymie papierosa uświadamiam sobie, jak mocno okłamywałam siebie przez ostatnie 9 miesięcy. jak mocno dałam się zwieźć pozorom. łatwo kogoś znienawidzić...ale trudniej pozbyć się miłości. czasem myślę, że całe moje życie w jednej chwili obróciło się do góry nogami i nie umiem się do tego stanu rzeczy przyzwyczaić...w żaden sposób...robię wszystko co mogę, żeby zapomnieć...ale się nie da...wspomnienia wracają znienacka i walą mnie po ryju ja zawodowy bokser. prawy sierpowy lewy sierpowy potem w nos...szybko, tak żebym nie miała siły się podnieść. mam dość oszukiwania siebie, że przecież jest ok, że 9 miesięcy to wystarczająco dużo czasu, żeby zapomnieć. otóż nie. zdaję sobie sprawę, że już nic mi się nie będzie tak podobało, jak przez te 6 lat życia, które wiodłam u boku najbardziej odpowiedniej dla mnie osoby. szkoda...wielka szkoda, że posiadam świadomość, że już nikogo takiego nie spotkam...teraz pozostaje polowanie, zaspokajanie skrajnych potrzeb, co i tak średnio mi wychodzi bo zazwyczaj w ostatnim momencie uciekam jak najdalej...otóż...wszystko rozbija się o to, że nikt nie dorasta do pięt temu, z kogo zrezygnowałam...nie wiem jak mam sobie poskładać w całość to, co ze mnie zostało, te resztki...gdybym mogła uciekłabym na koniec świata i zaszyła się w jakiejś dziurze, zwinęła w kłębek i płakała....ale nie mogę sobie na to pozwolić tylko dlatego, że nic by to nie dało. próbowałam...uciekłam. i nic...i nie ulżyło mi ani trochę...tęsknota zżera jeszcze mocniej a łzy cisną się do oczu bez przerwy...nie ma co żałować tego co piękne...trzeba iść naprzód...szkoda, że tak mocno zapadam się w gównie jakie dookoła rozsiewam...takich osób się nie żałuje, takim osobą się nie pomaga...takie osoby muszą dać sobie radę same. 



Komentuj(0)


godz: 19:48 data: 2011.09.22
zmiany

czasami w naszym życiu układa się tak, że jedyną możliwością staje się ucieczka...tak jest teraz u mnie. uciekam...odważnie i bez oglądania się za siebie. najwyższy czas zmienić wszystko...uspokoić własne sumienie i ogarnąć swoje życie. to dobry czas na takie decyzje. klamka zapadła. zostawiam miasto, które uwielbiam...zostawiam miasto, za którym będę tęsknić...zostawiam miasto moich porażek. wracam do domu. tam wszystko jest inaczej. może wreszcie się uda. może jakoś się potoczy. nie mam żadnych myśli, nie mam odczuć...poza jednym, że właśnie teraz robię dobrze,  że to jest ten czas...mój czas...czas na zmianę. niech Bóg da, żeby wszystko poszło dobrze. 



Komentuj(0)


godz: 23:36 data: 2011.08.30
otóż...

można darzyć kogoś uczuciem. mocnym, nieprzerwanym... ale czasem trzeba powiedzieć sobie stop. dostrzega się wtedy rzeczy, które miało się przed nosem, a których w żaden sposób się nie rejestrowało. otóż jest to zło w czystej postaci. uczucia się zmieniają. ot tak. bo same nie wiedzą co ze sobą zrobić. człowiek niestety musi do tego przywyknąć. ale nie musi być bierny. można a czasem trzeba rozerwać się na pół i iść do przodu. w dwie strony się nie da, dlatego należy ogarnąć jedną z nich i podążać w jej kierunku. niezależnie od wszystkiego chyba. tak dobrze jest mieć świadomość, że przynależy się do kogoś...przynależy jednak na zasadzie wolności. kurcze. jakie to skomplikowane. można tak pomyśleć, jednak łatwe do ogarnięcia i takie normalne. z braku laku lepszy kit. ważne, żeby umieć się odnaleźć. otóż ja jestem w stanie rzucić wszystko dla jednej osoby, jednak wiem, że to nic nie wniesie dlatego chcę dać szansę innej osobie, która dla mnie zrobiła już tak wiele. dostrzeżenie tych drobnych niuansów, subtelnych aluzji. to moje największe osiągnięcie. bo gdy patrzy się w czyjeś oczy i widzi się uczucie to można zmienić priorytety...



Komentuj(0)


godz: 22:35 data: 2011.08.21
...

spędzając czas tylko i wyłącznie w swoim towarzystwie można oszaleć. można, ale nie trzeba. wystarczy pomyśleć o czymś przyjemnym, wystarczy wyobrazić sobie, że ktoś czeka, że zaprasza, że tęskni...i można żyć w tym przekonaniu, że rzeczywistość jest złym snem, a sen jest rzeczywistością...to wielka szkoda, że osoba, którą się darzy jakimś głębszym uczuciem ucieka...to wielka radość, kiedy ta osoba nagle uświadamia nam, że właśnie dla niej żyjemy. o Boże. jeśli jesteś gdzieś tam i patrzysz na to wszystko, to przyznaj, że niezłą masz z nas komedię. gdybym umiała cofnąć pewnie nie zmieniłabym niczego, wiec w zasadzie cieszę się, że nie posiadam takiej zdolności. cieszę się również, że mogę patrzeć wstecz i wiedzieć, że to co było jest takie piękne. pięknym uczuciem było obudzić się koło niego rano...pięknym uczuciem było czuć na sobie jego wzrok...pięknym uczuciem było mieć świadomość bliskości i bezpieczeństwa...piękne, jednorazowe, wyjątkowe ale na zawsze tylko moje, uczucie. oddałabym cały świat, wszystko co mam, by móc doświadczać tego codziennie, ale najwyraźniej mój świat i moje posiadanie nie są warte jego obecności. dlatego więc najwyższy czas się zebrać i zrobić to, co umiem robić najlepiej...najwyższy czas uciec. zanim on mnie uprzedzi. chcę zniknąć zanim od zrobi to pierwszy...nie umiałabym znieść myśli, że już go nie ma w tym mieście. już nie mogę znieść tej myśli więc lepiej będzie, jak zmyję się stąd pierwsza. nasze drogi niepotrzebnie się skrzyżowały. lepiej by było gdybym o nim zapomniała. szkoda tylko, że to takie nieosiągalne. 



Komentuj(0)


godz: 18:18 data: 2011.07.15
zakochana kobieta

urlop jest wspaniałą rzeczą. chyba najwspanialszą jaką mógł wymyślić człowiek. o taaak. można pięknie wypocząć i zrozumieć wiele rzeczy. tak przy okazji. można bowiem dowiedzieć się, jak wiele rzeczy można sobie wmówić i jak niewielkie one mają znaczenie praktyczne. zakochana kobieta na wakacjach...wciąż porównuje szuka podobieństw widzi...uśmiecha się na samą myśl, że kiedyś ją też może spotkać coś miłego...zakochana kobieta na wakacjach jest inna, nie jest sobą...zakochana kobieta na wakacjach zostawiając osobę, którą w jakiś sposób darzy uczuciem, widzi jego twarz w każdej napotkanej...zakochana kobieta na wakacjach wciąż myśli coby było gdyby...zakochana kobieta na wakacjach wymyśla sto scenariuszy własnego życia. zakochana kobieta kiedy wraca z wakacji dostaje pięknym prawym sierpowym w twarz i wraca do rzeczywistości. zakochana kobieta bez pewności jest niczym...zakochana kobieta bez drugiej osoby rozpada się na kawałki...zakochana kobieta pragnie mocniej gdy jest sama...zakochana kobieta płacze mocniej gdy jest sama...zakochana kobieta nie jest sobą gdy samą być przestaje. zakochana kobieta to najwspanialsze zjawisko na świecie...zakochana kobieta



Komentuj(0)


godz: 18:07 data: 2011.05.23


są takie dni w życiu kobiety, kiedy jakiekolwiek zainteresowanie jej osobą sprawia, że jest w stanie zrobić wszystko. potem czasem się żałuje, ale...liczą się chwile. 

dobrze jest mieć balkon w mieszkaniu. zwłaszcza w takiej pięknej okolicy jak moja. spokój i cisza po całym tygodniu alkoholowego upijania jest piękną odskocznią. można uświadomić sobie, jak dobrze jest być tym kim się jest. strach mija powoli, ale mija. mój minął bo przypomniałam sobie, że nie jestem przecież zupełnie sama. nauczyłam się cierpliwości. o tak. dużo cierpliwości trzeba mieć do pewnych osób. znam taką jedną. a w zasadzie takiego jednego, co to zawraca mi w głowie. cierpliwości do niego trzeba mieć mnóstwo, bo nie wie biedak co czynić ma. tak więc czekam sobie na niego. i będę czekać. nie biernie oczywiście. wszak w moim wieku można łączyć czekanie z czerpaniem przyjemności z budzeniem się u boku innego. zdrady wszak w tym nie ma. no może poza zdradą własnych priorytetów. ale każdy wiek mam swoje prawa. no i potrzeby kobiece. ostatnio jakoś łatwo się im poddaję. przynajmniej jest mi czasem miło. 

nie wiem jak można tak mocno nie ogarniać rzeczywistości jak ja ostatnimi czasy. w zasadzie nie jest to nic złego, ale jeśli tak dalej pójdzie to upadek będzie bolał tak mocno, że będzie wręcz nie do przeżycia. obawiam się więc, że mogę się przypadkiem z gleby już nie podnieść. nie ma jednak co prorokować. będzie jak będzie. chciałabym wyluzować jeszcze mocniej. chciałabym nie przejmować się już zupełnie powstałą w ostatnimi czasy sytuacją. codziennie rano powtarzam sobie: "wyluzuj". dziś powiedziałam sobie: "straciłaś go" i zrobiło mi się strasznie smutno, bo chyba w to uwierzyłam. ale teraz skoro już wiem, że wszystko się zjebało, mogę żyć jak chcę. szkoda tylko, że jak już to robię, to mam jakieś chore wyrzuty sumienia. 

będę czekać. bo przecież ostatnio świat uświadamia mi, że jednak im dłużej się na coś czeka, to potem jest to przyjemniejsze. głupoty jakieś obijają się po mojej głowie. rozpieprzone myśli. 

lubię zamykać oczy i widzieć jego obraz tuż za powiekami. to szalenie miłe. i lubię powtarzać sobie, że się nie zakochałam i że zlewam to wszystko. i lubię też to uczucie w żołądku, kiedy przez chwile najdzie mnie myśl o nim, o nas. kocham wiedzieć, że znów mam marzenia. lubię wiedzieć, że on jest. w powietrzu, zawsze ze mną. noszę jego obraz w kieszeni spodni, w dymie papierosa. lubię z nim rozmawiać. kocham z nim rozmawiać kiedy jest wszystko źle. wystarczy że pojawi się na sekundę, a kąciki ust wędrują w górę i wszystko jest inaczej. 

zaspokojenie przyszło, ale tylko połowiczne. nie mogę mówić, że cierpię z powodu wylądowania w łóżku z przygodnym facetem. ale chyba lepiej by było dla mnie i dla mojego sumienia, gdyby to się nie wydarzyło. cóż..."człowiek popełnia błędy to jest logiczne, długie jak drzewo genealogiczne naszej rasy". 

najwyższy czas stawić czoła kolejnym dniom. wrócić do pracy i stanąć na nogi. delikatnie wrócić na ziemie. po to właśnie, żeby później nie rozjebać się na kawałeczki. czas odpuścić maleńka. 



Komentuj(0)


godz: 17:11 data: 2011.05.17
z obserwacji dnia powszedniego [dzień świra]

wspaniały dzień nam Bozia dała. oj tak. uwielbiam śmiać się ze swojego nierozgarnięcia roztargnienia i pecha. zaczęło się jak zwykle. niechcący uderzyłam, z całym impetem mojego kochanego ciałka, w drzwi niosąc na rękach, niczym świeżo narodzone niemowlę, kontener wagi ok. 10 kg. zabolało, zraniło rękę pozwoliło jej lekko spuchnąć. ale, myślę sobie, jest ok. zagoi się. postanowiłam w ramach poprawy nastroju i z potrzeby kontaktu z innymi, doładować telefon, na kartę rzecz jasna. kupiłam doładowanie. zabieram się pełna entuzjazmu, niepamiętająca już o bólu ręki, za ładowanie. i co? wpisuję magiczny kod a tam sraka, dupa i wszystko naraz. sieć postanowiła się na mnie wypiąć i zrobiła błąd, error czy cokolwiek. olałam temat i postanowiłam pójść już do domu skoro skończyłam pracę. po drodze zdążyłam potknąć się ze 3 razy o nieistniejące krawężniki, dwa razy zgubić parasol i zgubić drogę. cóż. takie dni się zdarzają więc w ramach odstresowania napiję się wina. poszłam więc do bankomatu. postałam w kolejce wszyscy zadowoleni wychodzili z gotówką, więc ja też powinnam. ale co się okazało? że niestety ja nie zostanę obsłużona przez bankomat, ponieważ postanowił się popsuć dokładnie w momencie mojego podejścia do niego. wzięłam głęboki oddech i poszłam do innego. na szczęście był milszy. kiedy już miałam gotówkę i wino, dobiłam do domu zabrałam się za otwierania. i co? i najpierw korek nie drgnął ani o milimetr. myślę sobie trudno jakoś sobie poradzę. pełna wigoru po zjedzeniu kanapki chciałam wyciągnąć korkociąg i co? i złamałam go. wyszła rączka a to takie wkrętło zostało. to był moment ostateczny. wylało się ze mnie morze śmiechu. wino otworzyłam. piję je właśnie i zastanawiam się co się stanie z praniem, które niedawno wstawiłam. ha! wasze zdrowie! :)



Komentuj(0)


godz: 13:54 data: 2011.03.15
bez obserwacji. z poczuciem.


są takie sytuacje w życiu, takie słowa, po usłyszeniu których jedyną reakcją na jaką ma się ochotę to strzelić sobie w łeb. najlepiej wtedy zbyć je śmiechem i pięknie udawać, że wszystko jest ok. bo przecież jest. bo przecież musi być. zawsze naiwnie wierzyłam w romantyczną miłość, która pokona wszelkie trudności. zapomniałam, że człowiek jest tylko człowiekiem i ma swoje potrzeby fizyczne. zostałam sprowadzona na ziemie i przypomniano mi o tym w najprostszy z możliwych sposobów. i teraz muszę przyjąć to z godnością, na jaką stać tylko mnie. życie toczy się dalej swoimi torami. idzie wiosna, więc będzie pięknie. dla wszystkich dookoła mam nadzieję. bo dla mnie nie ma miejsca w tym idyllicznym świecie wiary w lepsze jutro. lepiej może. poczułam wczoraj bardzo bolesną odbudowę mojej skorupki nieszczęścia i umartwienia. niech będzie. nic innego w życiu pewnie mnie nie spotka. szkoda. szkoda, że ludzie nie wiedzą, których granic się nie przekracza. mama mnie chyba tego nauczyła, albo tata. nauczyli minie, że bez względu na cokolwiek, na potrzeby, na braki, są rzeczy, których po prostu się nie robi. można mówić o nich głośno, można marzyć, ale nie wolno ich robić. nie wolno, bo sprawiają wielki ból tym, którzy przyjmują wszystko z uśmiechem. świat to okropne miejsce. 




Komentuj(0)


godz: 17:07 data: 2011.02.18
z obserwacji dnia powszedniego [piątek]

zupełnym przypadkiem ostatnio natknęłam się w telewizji na "skazanego na bluesa". film w swej płytotece/filmotece posiadam już dłuższy czas, ale jakoś nie umiałam zmusić się do jego obejrzenia. na szczęście istnieje jeszcze w telewizji kilka kanałów, na których można zawiesić oko i zobaczyć coś ciekawego. i właśnie dzięki temu zobaczyłam "skazanego". wrażenia? różne. nie mając pojęcia o historii dżemu, nie słuchając go, nie śledząc historii, muszę przyznać, że film mnie poruszył. coś w nim spowodowało, że następnego dnia poszperałam trochę i doczytałam to i owo o zespole i o samym Rysiku. tragiczna historia...ale z drugiej strony myślę sobie, że gdyby dalej żył, to nie byłby już taką legendą. pewnie skomercjalizowałby się jak wszystkie "gwiazdy". a tak co? a tak zostanie wieczną legendą. zespół też...trochę, bo odkąd wznowili działalność z nowym wokalistą, to jakoś chyba więcej stracili niż zyskali. przynajmniej w moim mniemaniu. 

podzielenie się opinią o starym, ale jarym filmie uświadomiło mi, że brakuje mi rozwoju. nie umiem już składać zdań w całości. no w całości może jeszcze tak, ale raczej mało logiczne. niestety bardzo się cofam, zacofuję się wręcz. obrzydliwe jednak jest to, że z grubsza wcale mi to nie przeszkadza. toczy się wszystko póki co jakoś w miarę gładko i wystarczy. żadnych głębszych przemyśleń nie posiadam. a to równoznaczne jest z nieposiadaniem problemów. wyłączenie myślenia w zasadzie może być całkiem ok. ciekawe na jak długo. 

sytuacja polityczna w kraju zaczyna się zaostrzać. wybory. pięknie. nie spełnię jednak chyba swojego czynu społecznego i nie pójdę głosować. wszak cokolwiek by się nie stało i tak nic nie zmienię. i może jak nie pójdę to nie będę marudzić na władzę? wszak nie głosowanie automatycznie odbiera mi prawo do narzekania, marudzenia i wyzywania władzy. cóż...może będę lepszym człowiekiem?



Komentuj(0)


godz: 17:35 data: 2011.01.26
z obserwacji dnia powszedniego [środa]

jako świadek wydarzeń historycznych, uczestniczka zmian, przemian ewolucji nie mogę usiedzieć w ciszy i nie wyrazić swojego zdania na temat otaczającej mnie rzeczywistości. i bardzo dobrze! tyle tylko, że już nie wiem co mam powiedzieć. w dobie internetu, telewizji i innych środków przekazu, których niestety nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić, powiedziano już wszystko. czuję się nieco zacofana i upośledzona intelektualnie. źle. może to dlatego, że ostatnimi czasy nie pogłębiam swojej wiedzy? hmm...tak. ale otaczają mnie ludzie dziwni, bardzo dziwni, którzy tak jak ja nie nadążają, szkoda tylko, że mają już grubo po 50. cóż...najwyraźniej jestem na ich poziomie...

nie mam ostatnio skłonności do refleksji. poza jedną może, że kompletnie mam serdecznie i po dziurki dość całego tego zamieszania, rozgadywania, całej tej paranoi smoleńskiej. to tylko tyle jeśli chodzi o refleksje. nic ponad to. płytkie?

spotykam w pracy ludzi różnych. większość z nich to totalni impotenci intelektualni, którzy są w stanie zadać mi pytania w stylu "czy ja tu kupię pieluchy dla dzieci" albo "mają państwo może wanny?" no do jasnej anielki!! czy gdzieś nad wejściem jest napisane: "mamy wszystko! choć i kup!"??!!! nie. empik to przecież "elita", ostoja kultury! "mamy tylko książki, prasę, muzykę i film" odpowiadam tymi ludziom tonem w zasadzie bez tonu, bez dźwięku bez niczego. 

nie lubię mojej pracy. może nawet nie że nie lubię. nie chce mi się. zapał jakoś straciłam. popadłam w depresje bo zauważam jak ubogie  intelektualnie mamy społeczeństwo. być może praca w empiku nie jest odpowiednią i nie daje obiektywnych wyników pomiaru intelektualnego rozwoju polaków, ale jakiś obraz powstaje. i nie jest on kolorowy...to głupia praca. a najgłupsi to są ci co tam na górze siedzą i obmyślają jak zjebać nam dzień. oj! to wychodzi im mega wyśmienicie! odpowiednie osoby na odpowiednich miejscach.

trochę mi smutno, że z tytułem magistra i z całkiem niezłym dorobkiem dziennikarskim skończyłam właśnie w empiku jako marny kierownik. ale cóż. lepsze to niż nic. w tym kraju cieszyć się powinno z tego co się ma. a a propos cieszenia. dziś jest taki dzień, gdzie wszyscy się uśmiechają. na ulicy rzecz jasna. zauważyłam tę dziwną zależność jak wracałam do domu. muszę przyznać, że doznanie było miłe. wszak ogólnie dzień dzisiejszy do najlepszych nie należał. w zasadzie dobrze, że już się kończy. 

ja też kończę. i idę. - i poszedł mistrz cicho do swojego pustego mieszkania. 



Komentuj(0)


godz: 21:58 data: 2010.12.15
z obserwacji dnia powszedniego [wtorek]

bardzo krótka notka o tym, że w zasadzie nic nie jest tak jak trzeba. poza światem dookoła. bardzo krótka notka o tym, że nie jest się sobą, ani nikim, jest się bo się jest. bardzo krótka notka o tym, że nie potrzeba wielu słów, żeby opisywać. bardzo krótka notka o tym, że to już koniec. 



Komentuj(0)


godz: 11:28 data: 2010.11.23
z obserwacji dnia powszedniego

zakaz palenia to chyba dobry pomysł. w sumie...chociaż teraz nie wiem czy chodząc po ulicy z fają nie napadną mnie panowie w niebieskich mundurkach i nie karzą płacić jakiś kosmicznych kwot mandatowych. w życiu dobrze jest czuć trochę adrenaliny

lubię oglądać Morderstwa w Midsommer. Albo jakoś tak. Dobry serial, brytyjski. fajny klimat, coś jak u christie. i fajne urocze brytyjskie przedmieścia. takie coby się zestarzeć i umrzeć można. ładne. ojca mateusza oglądać też lubię, też fajny klimat no i pozwala mi się szczycić moim patriotyzmem lokalnym. korona kielce też pozwala. pierwsza liga kurcze szał. 

jesień idzie, nie chce mi sie nic. a zwłaszcza chodzić do pracy. straszne. zwłaszcza ci ludzie co to dostają już pojebania świątecznego. tragedia! ale perspektyw zmiany pracy nie ma więc cóż..trza siedzieć na dupie i cieszyć się że co miesiąc kasa na konto wpływa...materializm pierdolony kurwa. wszędzie kapitaliści...



Komentuj(0)


godz: 16:42 data: 2010.11.20
z obserwacji dnia powszedniego [sobota]

cóż...natchnęło mnie jakoś patriotycznie. 11 listopad był całkiem niedawno. miałam jechać do miasta stołecznego-Warszawa, żeby wziąć udział w marszu. oczywiście nic z tego nie wyszło, bo zachlałam. trudno. Mało patriotyczne, ale prawdziwe. nie wywiesiłam też flagi, ani nie zaśpiewałam hymnu. ale oglądałam w telewizji relacje z marszu na którym mnie nie było...i co? złość mnie ogarnęła wielka. bo dlaczego w tym państwie, w tak wielkim i ważnym dniu jakaś banda kretynów może sobie chodzić po ulicy, udając wielki marsz pokojowy i krzyczeć hasła, których nie powinni nawet szeptać. "Bóg. Honor. Ojczyzna". ciekawe! w ich ustach brzmiało to tak, jakby, jakby, no właśnie, JAK? aż słów zabrakło ażeby to opisać. to ich nonszalanckie obnoszenie się z flagami. wrrr....dlaczego, pytam, skoro tacy z nich patrioci, mieli zakryte twarze? przecież powinni być dumni z udziału w takim "patriotycznym" marszu. zaczynam się zastanawiać, kto mieszka w tym kraju? i co się z nim dzieje? jacyś idioci paradują po ulicach wrzeszcząc puste slogany, inni dewastują pomniki ofiar Pawiaka  a jeszcze inni przebierają się za żydów i myślą, że coś tym zdziałają. w tym kraju nie lubi się żydów, nie lubi się w zasadzie nikogo, sąsiadów też nie, choćby nawet byli polakami krwi najczystszej. ogarnia mnie zwątpienie, czy coś tu uda się zmienić na lepsze, skoro w tak ważnym dniu jak dzień niepodległości wolimy albo się nachlać, albo dać sobie mocno po ryjach, albo naśmiewać się innych. dzień niepodległości chyba jakoś przestał mieć znaczenie. ot co, dzień jak dzień ale wolny od pracy (dla większości). 
podobnie poruszyła mnie kwestia naszego nowego nabytki Chrystusowego. Otóż jakże piękny i ogromny wystawiliśmy pomnik! ah podziwiać nas powinien świat cały i szanować! szkoda, że jak zawsze jest na odwrót. ale nie ma co! dostarczyliśmy kuli ziemskiej niezłej rozrywki i znów o nas gadali! pięknie. nie mam nic do tego Świebodzińskiego Jezusa. jak już jest to niech sobie będzie. jak dla mnie on bardziej do Kazimierza Wielkiego podobny, do Aragorna w sumie też. Ale panowie inżynierowie, Panowie projektanci! jakże wielki błąd logistyczny popełniliście! żeby taki wielki pomnik, monument, świątynie etc. stawiać w polu kapusty?! no proszę! przecież to jest straszne. w polu kapusty. Jezus król kapusty? uch...

jutro wybory. skoro już tak się rozpisałam o ojczyźnie. wybory jutro, a ja głosu nie mam. cóż...myślę, że mój region dobrze zagłosuje i wybierze tego kogo trzeba. ok. tyle w tym temacie. żegnam was. papa - uśmiechnął się mistrz spokojnie i rozpłynął we mgle jesiennej. 



Komentuj(0)


godz: 23:47 data: 2010.11.6
z obserwacji dni kilku

a więc. jechałam pociągiem, bo każdy kiedyś pociągiem jechać musi. jako że podróż mnie czekała daleka postanowiłam zająć pusty przedział. miałam nadzieje, że może nikt się nie dosiądzie i w spokoju i wygodzie dojadę to stacji końcowej. niestety. mniej więcej po godzinie błogiej i jakże komfortowej jazdy do przedziału mego dosiadło się kilkoro ludzi. dokładnie była ich 4. jeden mężczyzna, nawet ciekawej urody. byli to ludzie młodzi. studenci. jako że słuchałam muzyki nie bardzo interesowały mnie ich dyskusje, bardzo ożywione zresztą. jednakże nie umiałam odpuścić, kiedy zaczęli rozmawiać na temat obietnic wyborczych prezydenta Komorowskiego oraz o problemie wprowadzenia demokracji w krajach komunistycznych (chodziło im chyba dokładnie o Ukrainę, ale pewna nie jestem). otóż gdy usłyszałam, na jakie poważne tematy rozmawiają, pomyślałam sobie, że oto rośnie nam przyszłość Polska, elita wykształconych i inteligentnych ludzi, którzy może zmienią nasz kraj. miło prawda? ale jednocześnie z tą myślą pojawiło się zastanowienie, czy ja w ich wieku też rozmawiałam na takie tematy? otóż nie. w pociągach zazwyczaj spała, piłam piwo lub czytałam. zważywszy na to, iż zazwyczaj jeździłam sama, to pierwsza i trzecia czynność wykonywane były przeze mnie najczęściej. a jeśli już jechałam ze znajomymi, to raczej nie rozmawialiśmy o niczym innym jak o ostatniej imprezie, albo o ciekawostkach kulturalnych miasta wojewódzkiego opole. dlaczego? nie wiem. może dlatego, że nigdy nie uważałam się za kogoś kto dałby rade zmienić swój kraj. źle? może, ale życie trwa zbyt krótko, żeby trwonić czas na takie "błahe" rzeczy. ktoś może mi zarzucić brak zainteresowania etc. nie będę zaprzeczać. polityka i sprawy państwa nigdy mnie nie interesowały zbytnio. nie jestem patriotką i przyznaję się do tego. nie mam też z tego powodu wyrzutów sumienia. urodziłam się w Polsce i ok. to mi wystarczy. jest tylu ludzi, którzy chcą zmieniać świat. myślę, że jedna osobą w tą czy w tą nie robi różnicy. oto przykład pięknej postawy biernej.



Komentuj(0)





| p o l e p i o n a |



K s i ę g a

; .:Zobacz:.
; .:Wpisz się:.


A r c h i w u m


2012
Styczeń
2011
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2010
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2008
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2007
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2006
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień

G�OSOWANIE

Zag�osuj na tego eBloga w rankingu eBlog.pl



L i n k i

fotooczy
wypociny 3 pięknych pań ;)
fotooczy
wypociny 3 pięknych pań ;)
NIES-A-MOWITY KOLES :)

ULV
stara znajoma :]
PRZYJACIELE ACH...
bo bez przyjaciół sie nie da :)
CORKA
moja imienniczka :)
koszulki nie dla każdego
polecam :)