są takie dni w życiu kobiety, kiedy jakiekolwiek zainteresowanie jej osobą sprawia, że jest w stanie zrobić wszystko. potem czasem się żałuje, ale...liczą się chwile.
dobrze jest mieć balkon w mieszkaniu. zwłaszcza w takiej pięknej okolicy jak moja. spokój i cisza po całym tygodniu alkoholowego upijania jest piękną odskocznią. można uświadomić sobie, jak dobrze jest być tym kim się jest. strach mija powoli, ale mija. mój minął bo przypomniałam sobie, że nie jestem przecież zupełnie sama. nauczyłam się cierpliwości. o tak. dużo cierpliwości trzeba mieć do pewnych osób. znam taką jedną. a w zasadzie takiego jednego, co to zawraca mi w głowie. cierpliwości do niego trzeba mieć mnóstwo, bo nie wie biedak co czynić ma. tak więc czekam sobie na niego. i będę czekać. nie biernie oczywiście. wszak w moim wieku można łączyć czekanie z czerpaniem przyjemności z budzeniem się u boku innego. zdrady wszak w tym nie ma. no może poza zdradą własnych priorytetów. ale każdy wiek mam swoje prawa. no i potrzeby kobiece. ostatnio jakoś łatwo się im poddaję. przynajmniej jest mi czasem miło.
nie wiem jak można tak mocno nie ogarniać rzeczywistości jak ja ostatnimi czasy. w zasadzie nie jest to nic złego, ale jeśli tak dalej pójdzie to upadek będzie bolał tak mocno, że będzie wręcz nie do przeżycia. obawiam się więc, że mogę się przypadkiem z gleby już nie podnieść. nie ma jednak co prorokować. będzie jak będzie. chciałabym wyluzować jeszcze mocniej. chciałabym nie przejmować się już zupełnie powstałą w ostatnimi czasy sytuacją. codziennie rano powtarzam sobie: "wyluzuj". dziś powiedziałam sobie: "straciłaś go" i zrobiło mi się strasznie smutno, bo chyba w to uwierzyłam. ale teraz skoro już wiem, że wszystko się zjebało, mogę żyć jak chcę. szkoda tylko, że jak już to robię, to mam jakieś chore wyrzuty sumienia.
będę czekać. bo przecież ostatnio świat uświadamia mi, że jednak im dłużej się na coś czeka, to potem jest to przyjemniejsze. głupoty jakieś obijają się po mojej głowie. rozpieprzone myśli.
lubię zamykać oczy i widzieć jego obraz tuż za powiekami. to szalenie miłe. i lubię powtarzać sobie, że się nie zakochałam i że zlewam to wszystko. i lubię też to uczucie w żołądku, kiedy przez chwile najdzie mnie myśl o nim, o nas. kocham wiedzieć, że znów mam marzenia. lubię wiedzieć, że on jest. w powietrzu, zawsze ze mną. noszę jego obraz w kieszeni spodni, w dymie papierosa. lubię z nim rozmawiać. kocham z nim rozmawiać kiedy jest wszystko źle. wystarczy że pojawi się na sekundę, a kąciki ust wędrują w górę i wszystko jest inaczej.
zaspokojenie przyszło, ale tylko połowiczne. nie mogę mówić, że cierpię z powodu wylądowania w łóżku z przygodnym facetem. ale chyba lepiej by było dla mnie i dla mojego sumienia, gdyby to się nie wydarzyło. cóż..."człowiek popełnia błędy to jest logiczne, długie jak drzewo genealogiczne naszej rasy".
najwyższy czas stawić czoła kolejnym dniom. wrócić do pracy i stanąć na nogi. delikatnie wrócić na ziemie. po to właśnie, żeby później nie rozjebać się na kawałeczki. czas odpuścić maleńka.