godz: 21:41 data: 2010.08.16
krzyżówki

na pierwszych stronach gazet, portali internetowych (oczywiście informacyjnych), na portalach społecznościowych i tych co to je tworzą "artyści". wszędzie ten sam motyw przewodni. nic dziwnego, wszak stolica zachorowała na zbiorczą paranoje krzyżową. tak więc Polska znów podzieloną jest. na antychrystów i chrystów. cóż...to już nawet nie jest komiczne, ani żałosne...a już na pewno poważne. a zatem jakie? paranoiczne właśnie. nie ma co ukrywać. tak więc postawili ludzie krzyż, ku pamięci, z dobrej chęci itp. no i się zaczęło. widziałam ostatnio dwa ciekawe zdjęcia na demotywatorach (tak tak jak cały świat ogląda to ja też...nawet codziennie). jedno przedstawiało biały dom w usa. napis pod zdjęciem głosił "biały dom. czy widzi tu ktoś pomnik jfk?" inne natomiast zdjęcie przedstawia grób pary prezydenckiej przy której nikt nie czuwa. podpis też ciekawy ale jakoś nie zapamiętałam. nie ważne, morał wynikał z tego taki, że skoro tak kochają prezydenta to czemu przy grobie nie stoją? tak więc zbiorcza paranoja ubodła mnie niezwykle. postanowiłam zabrać "głos" w tej sprawie. pewnie, że troche późno, wszak pomnik jest, ludzie odsunięci, ale coś mi się wydaje, że to tak łatwo i szybko się nie skończy. zabieram zatem głos. jako osoba wierząca (do czego się przyznaje) ubolewam nad tymi dziwnymi ludźmi, którzy pod krzyżem, symbolem religijnym, symbolem męczeństwa i śmierci, wykrzykują jakieś dziwne, niepokojące i przepełnione nienawiścią hasła. najbardziej, brzydko się wyrażę, "rozwaliło" mnie stwierdzenie: "gdzie jest krzyż?! żydzi zabrali!" pięknie! Polska, państwo tolerancyjne, szanujące inne wyznania religijne itp. taka nasza historia, jakże piękna, zatem państwo takie zrodziło ludzi, uważających się za 100% katolików, chrześcijan, otóż oni nie znają zupełnie historii swojej religii!! przecież Jezus był żydem tak? czego uczył? tolerancji! zapraszał to swojego "rybackiego kręgu" innowierców, niewierzących i wszystkich ludzi. a teraz co? teraz jacyś nienormalni fanatycy robią pośmiewisko nie tylko z siebie ale z całego państwa. cóż...cierp ciało jak żeś chciało...nienormalność ogarnia ten kraj z każdego zakątka...oby jak najszybciej się coś zmieniło, bo niebawem obelisk upamiętniający "poległych" (to następny irracjonalizm tej sprawy) w smoleńsku będzie za mały i trzeba będzie przenieść krzyż z giewontu, albo lepiej tego wielkiego Jezusa z rio. tylko też nie wiadomo czy nie będzie za mały. beznadziejność.



Komentuj(0)


godz: 16:17 data: 2010.07.27
moje miasto wojewódzkie opole

wiele rzeczy dzieje się w tym mieście wojewódzkim, w jakim obecnie przyszło mi egzystować. może nie mają one wiele wspólnego z różnego rodzaju evantami na skalę europejską odbywającymi się w innych miastach wojewódzkich, ale swoje znaczenie mają. otóż można np zobaczyć niezwykłe widowisko nadodrzańskie w postaci tańczących w halkach koloru ecru kobiet, a raczej dziewcząt oraz wtórujących im mężczyzn/młodzieńców w ubraniach uszytych z zamszowego koca. bądź co bądź w czymkolwiek by nie tańczyli wrażenie było piorunujące. podobna rzecz może zdarzyć się na rynku, a więc w centralnej części miasta, najważniejszej, w samym pępku. otóż można iść większą gromadą, tudzież gromadką na ów rynek w celu spożycia napoju wysokoprocentowego przy wtórze ostatniego, a więc finałowego meczu mundialu. i można się bardzo zdziwić trafiając do lokalu klimatyzowanego, z miłą obsługą, w dodatku z wielkim telebimem. a jeszcze większe zaskoczenie ma miejsce, gdy okazuje się, że cały ten telebim i wszelkie siedzenia i przestrzeń znajdująca się przed nim są zupełnie wolne, puste i można je w dowolny sposób zając, zagospodarować, i oglądnąć najnudniejszy a zarazem najbardziej rozrywkowy mecz howarda webba...czasem może też zaskoczyć fontanna skonstruowana z węża strażackiego. jest to nieziemska przyjemność w dzień, w którym temperatura powietrza przekracza 30 stopni. a jakże miło jest wejść do takiej fontanny większym zgromadzeniem! ah! ile to radości! miło jest również zamienić kilka zdań, czasem nawet słów z przypadkowo spotkanymi osobami stojąc w kolejce w hiper hipermarkecie, w którym jak na zamówienie wszystkie stanowiska kasujące postanowiły zastrajkować i się wyłączyć. czasem można też zorganizować sobie czas i wyjechać na planowaną od kilku tygodni wycieczkę. zazwyczaj jest ona niezwykle ciekawa i edukacyjna. można również codziennie rano, siedem dni w tygodniu wstawać o 6 rano i chodzić to średnio rozwijającej pracy w empiku. ale i to ma swoje dobre strony. zwłaszcza kiedy słyszy się miłe słowa albo łapie się ten życzliwy wzrok klienta, który już wie, że do ciebie wróci. ale nie ma co przesadzać. zazwyczaj praca ta jest nudna nerwowa i rutynowa. gdyby ktoś dał kałasznikowa i pozwolił zrobić z nim co chce, zapewniając, że nie będą wyciągnięte żadne konsekwencje, to powybijałabym połowę ludzi na świecie. no ale to odbieganie od tematu. otóż piękne miasto wojewódzkie opole, w którym przyszło mi żyć zapewnia mi co dzień wiele atrakcji. i nie wiem jak można mówić, że w tym miejscu nic się nie dzieje. ależ dzieje się codziennie! czasem trzeba tylko szerzej otworzyć oczy. 

Komentuj(0)


godz: 16:17 data: 2010.07.27
moje miasto wojewódzkie opole

wiele rzeczy dzieje się w tym mieście wojewódzkim, w jakim obecnie przyszło mi egzystować. może nie mają one wiele wspólnego z różnego rodzaju evantami na skalę europejską odbywającymi się w innych miastach wojewódzkich, ale swoje znaczenie mają. otóż można np zobaczyć niezwykłe widowisko nadodrzańskie w postaci tańczących w halkach koloru ecru kobiet, a raczej dziewcząt oraz wtórujących im mężczyzn/młodzieńców w ubraniach uszytych z zamszowego koca. bądź co bądź w czymkolwiek by nie tańczyli wrażenie było piorunujące. podobna rzecz może zdarzyć się na rynku, a więc w centralnej części miasta, najważniejszej, w samym pępku. otóż można iść większą gromadą, tudzież gromadką na ów rynek w celu spożycia napoju wysokoprocentowego przy wtórze ostatniego, a więc finałowego meczu mundialu. i można się bardzo zdziwić trafiając do lokalu klimatyzowanego, z miłą obsługą, w dodatku z wielkim telebimem. a jeszcze większe zaskoczenie ma miejsce, gdy okazuje się, że cały ten telebim i wszelkie siedzenia i przestrzeń znajdująca się przed nim są zupełnie wolne, puste i można je w dowolny sposób zając, zagospodarować, i oglądnąć najnudniejszy a zarazem najbardziej rozrywkowy mecz howarda webba...czasem może też zaskoczyć fontanna skonstruowana z węża strażackiego. jest to nieziemska przyjemność w dzień, w którym temperatura powietrza przekracza 30 stopni. a jakże miło jest wejść do takiej fontanny większym zgromadzeniem! ah! ile to radości! miło jest również zamienić kilka zdań, czasem nawet słów z przypadkowo spotkanymi osobami stojąc w kolejce w hiper hipermarkecie, w którym jak na zamówienie wszystkie stanowiska kasujące postanowiły zastrajkować i się wyłączyć. czasem można też zorganizować sobie czas i wyjechać na planowaną od kilku tygodni wycieczkę. zazwyczaj jest ona niezwykle ciekawa i edukacyjna. można również codziennie rano, siedem dni w tygodniu wstawać o 6 rano i chodzić to średnio rozwijającej pracy w empiku. ale i to ma swoje dobre strony. zwłaszcza kiedy słyszy się miłe słowa albo łapie się ten życzliwy wzrok klienta, który już wie, że do ciebie wróci. ale nie ma co przesadzać. zazwyczaj praca ta jest nudna nerwowa i rutynowa. gdyby ktoś dał kałasznikowa i pozwolił zrobić z nim co chce, zapewniając, że nie będą wyciągnięte żadne konsekwencje, to powybijałabym połowę ludzi na świecie. no ale to odbieganie od tematu. otóż piękne miasto wojewódzkie opole, w którym przyszło mi żyć zapewnia mi co dzień wiele atrakcji. i nie wiem jak można mówić, że w tym miejscu nic się nie dzieje. ależ dzieje się codziennie! czasem trzeba tylko szerzej otworzyć oczy. 

Komentuj(0)


godz: 11:50 data: 2010.03.24
KONCENTRAT WIOSENNY

wiosna przyszła to i radośniej się zrobiło dookoła. nie znaczy to jednak, że radość jest wszechogarniająca...coś jednak wszystko psuje...może nie tyle psuje, co sprytnie i z uporem osła stara się zmienić ten panujący optymizm...ale powiedział ktoś kiedyś coś takiego: trza twardym być nie mientkim!...a więc panie Jurku! ze względu na rację, jaką pan ma, jestem nie mientka...bo twarda też nie...ale być nie-mientką to prawie jak być pół-twardą...to tak jak z jajkiem...na twardo ugotuje się dopiero po dwóch zdrowaśkach...chyba muszę zatem zacząć je odmawiać bo to moje gotowanie na twardo jakoś nie idzie...
no więc zatem mamy wiosnę. ptaki drą ryje, kwiatki pachną i ogólnie luz bluz...przynajmniej dla większości...wszak jak już nadmieniłam jest coś co mi wszystko psuje...brak...brak to bardzo ładne słowo...brakować może wszystkiego i niczego. mi jednakowoż brakuje. ale nie wiem do końca czego. poza zajęciem, organizacją czasu, konkretną rzecz jasna, taką od do. ponad to brakuje mi przestrzeni. mimo, że mieszkanie mam duże, pojemne można by rzec, to jednak brakuje przestrzeni, tej w środku...to tak jakby ktoś zakręcił mnie w maleńkim słoiku po koncentracie pomidorowym i nie zrobił dziurek w zakrętce...cóż za nieprzyjemne uczucie, żeby nie powiedzieć CHUJOWE! ale nie trzeba wulgaryzmów, one są złe, niepotrzebne, ale jakże dosadnie wyrażają emocje...
tak więc mamy wiosnę, a ja się czuję jakby ktoś mnie zamknął w koncentracie pomidorowym...hmmm...dość ciekawe zestawienie...ale mniejsza z tym. skoro już jest ta wiosna, to myślę sobie, że czas ruszyć się z tego słoika...mniej lub bardziej, ale się ruszyć, choć trochę zakrętki uchylić...no bo na wiosnę wszystko wschodzi, zatem wypadało by się dołączyć...wiec raz, dwa, trzy popycham...i nic...

Komentuj(1)


godz: 22:30 data: 2010.02.8
Listy

są takie listy, które kiedyś napisaliśmy, ale z jakiś przyczyn ich nie wysłaliśmy...i takie listy w zaklejonej kopercie z adresem odbiorcy i nadawcy powinny pozostać nienaruszone...nie powinno się ich po długim czasie otwierać i nie powinno się ich czytać. To nie wypływa dobrze na samopoczucie. Można się z nich wiele o sobie dowiedzieć i można poznać uczucia, o jakich się dawno zapomniało...a takie uczucia po czasie przywołane nie są dobre i nie niosą ze sobą dobrych wspomnień...popełniłam błąd, a pchnęła mnie do niego ciekawość...od zawsze przecież wiedziałam, że raz napisane ale nie wysłane listy powinny spocząć na półce wśród innych sobie podobnych i nie zostać nigdy ponownie otwarte...a jednak...otwarłam list i okazało się, że wszystko co w nim napisane jest nieprawdą....a przynajmniej nie prawdą w tym momencie mojego życia. Kiedyś nią było, ale kiedyś już minęło, a razem z nim wszystkie uczucia, wyznania etc.
to dziwne patrzeć z perspektywy teraźniejszości na przyszłość, która jest teraźniejszością...nie zgadza się w niej nic z tego co miało się stać...nie można założyć niczego, nie można wierzyć, że moja przyszłość będzie taka jaką sobie właśnie dziś zaplanuję...przynajmniej nie ta daleka...nie wiadomo przecież kogo, co spotkamy na swojej drodze i jak bardzo może nam to wszystko pomieszać w głowie...moja przyszłość, która jest teraźniejszością miała być inna. Zrobiłam wiele rzeczy, z których wcale nie jestem dumna, z których jestem niezadowolona, ale nie mogę powiedzieć, że ich żałuję...zrobiłam je i nie mogę tego zmienić, więc nie będę się katować. Każdy popełnia błędy, jeden więcej drugi mniej. Nie wiem do której klasy należę ja, ale wiem, że jeszcze pewnie nieraz popełnię jakąś gafę, która zmieni wszystko w moim życiu i przewróci je do góry nogami...ale stateczność jest nie dla mnie...dusi mnie i tłamsi...dlatego też od czasu do czasu coś pojawia się w mojej głowie, jakiś pomysł, niekoniecznie dobry, ale nie zawsze też zły, za którym dążę i który realizuję. Nie zawsze podoba się to innym, ale jest czymś co pozwala mi poczuć, że żyję...spełnianie zachcianek...podobno tak się to zwie...ale nie mnie to oceniać a tym bardziej nazywać...robię co robię, i nie mogę powiedzieć, że później bardzo cierpię czy żałuję, że to zrobiłam. Cóż...może taki zły ze mnie człowiek? Kto wie...
Nie zastanawiam się czy robię dobrze czy źle...analiza nigdy nie była moją mocną stroną...pewnie potem ponoszę tego jakieś konsekwencję, ale nie uczy mnie to niczego...cóż...jestem kim jestem i dobrze mi z tym, chyba...
Zastanawiam się czasem, co takiego jest we mnie, że odpycham innych...nie umiem wytłumaczyć sobie, dlaczego idąc po ulicy wszyscy mijają mnie jakbym była niewidzialna, albo przynajmniej trędowata...jest to w sumie dobra rzecz, bo czuję się bezpiecznie, ale z drugiej strony to trochę mi przykro. Dziwne uczucie, kiedy wszyscy dookoła zauważają tylko twoją przyjaciółkę, twierdząc jednocześnie, że ty też jesteś ok, ale każdy ma swój gust, no i ty w niego się nie wpasowujesz...cóż...być może ta przyjaciółka naprawdę jest taka idealna...i uniwersalna? Czy to fajnie być universuum? Czy może lepiej być kimś kto trafia w wybrane gusta? Zależy...od wszystkiego...a od tego zależy poczucie własnej wartości...cóż...z niektórymi rzeczami trzeba się po prostu pogodzić i jak śpiewa Raz Dwa Trzy: "lepiej milczeć przytomnie i patrzeć"...i w przyszłości nie czytać listów z przeszłości. 

Komentuj(1)


godz: 23:24 data: 2010.01.10
A Ty Kim Będziesz Jak Dorośniesz?

dzisiejsze rozmowy przypomniały mi, że istnieje na świecie coś, co nazywa się "dobrą zabawą"...nie to, że sprawiło mi ją marznięcie i pstrykanie zdjęć, które w efekcie wypadły marnie...dobrą zabawę dzisiejszego dnia sprawiło mi to, że wiedziałam więcej niż wszyscy dookoła, że czułam więcej niż wszyscy dookoła...nie obnosiłam się z tym, ponieważ obnoszenia nie lubię. Cieszyłam się jedynie, że jestem tą pierwszą. Jakkolwiek się to rozumie...duma mnie nie rozpierała, ale uczucie niezwykle miłe...podobne do tego, jakie wywołały pierwsze dźwięki głosu Briana w pieśni "Where Is My Mind?"..jest to pytanie ciekawe, bo nie umiem na nie w żaden sposób odpowiedzieć...zapodział się gdzieś biedaczek...sprawiło to, że czuję się głupsza niż zwykle, choć zwykle głupia się nie czuję...cóż...mawia się "whatever"...niech będzie tak i w tym przypadku.
Następna myśl, jaka zaprzątnęła mi dziś głowę, sprawiła, że  poczułam się nieco zniesmaczona...otóż zastanawiałam się przez sekund zaledwie kilka, ale to już coś, co będę robić jak dorosnę...jest to o tyle niepokojące, że ja już jestem dorosła! Przynajmniej w dokumentach wszelkiego rodzaju. Nie to, że mentalnie, bo do tego rodzaju dorosłości to jeszcze wiele mi brakuje. Ale nie ważne. Ważne jest to, że myśl taka przemknęła z prędkością światła przez moją głowę. I nie znalazłam na nią odpowiedzi! Co jest jeszcze straszniejsze! Kim będę? Byłam już tym, kim być chciałam, ale okazało się, że jednak to nie to...choć nie powiem, żebym nie tęskniła za moją kochaną pracą radiowca....ale robić znów bym tego nie mogła...tak myślę...więc co? Zostanę gospodynią domową....nauczyłam się gotować kilka potraw więc pierwsze kroki już mam za sobą...tyle tylko, że nie dałoby rady zamknąć mnie w domu i nie pozwolić robić nic innego..."nie ze mną te numery Bruner". 
No więc co?! Wiedziałam, że ta myśl tylko pozornie tak szybko uleciała z mojej głowy. Ona tam wciąż jest i będzie mnie męczyć do końca świata! Kim mam być? Kim chcę być? Kim Bóg chce żebym była? Kim? Może lepiej pozwolić, żeby samo sobie odpowiedziało? No tylko czas zacząć coś robić. Coś więcej poza wysyłaniem skróconego opisu życiowych dokonań i listów przekonujących jakże jestem wspaniałą i idealną osobą...no i zrobić coś więcej niż hodowanie i zapuszczanie nowych przeróbek fotograficznych na jakże poważanych portalach...co więcej można? z miejsca nie mogę się narazie ruszyć, bo uwięził mnie brak transportu...uzyskanie dobrze płatnej posady równa się z jego odzyskaniem...a co z resztą? Reszta została daleko w tyle, jakieś 250 km. asfaltu i dróg polnych mnie od niej dzieli...podział życia na dwa...ciekawa sprawa, która niestety już się dokonała, bez mojej głębszej analizy...cóż...pozostaje więc pozostać w tym co pozostaje...stagnacja...coś obrzydliwego ale niemożliwie wygodnego...gdyby tylko coś się nagle zwaliło, ruszyło, stopiło...oh! Jakże byłoby wtedy pięknie i jak źle i jak wspaniale i jak niedobrze...  



Komentuj(0)


godz: 21:40 data: 2009.11.10
języki dumy

moim ulubionym zajęciem ostatnimi czasy stało się wertowanie internetu w poszukiwaniu doniesień o panującej epidemii grypy nazwanej świńską (nazwa ta spowodowała jakże niemiłe potraktowanie tych biednych stworzeń)...nic mi z tego właściwie nie przyszło, bo po tym jak dowiedziałam się, że na tej Ukrainie naszej sąsiedniej wcale nie jest tak strasznie, to pomyślałam sobie, eeee olej...i poszłam za tym moim jakże ambitnym i niezwykle wymownym przekazem myślowym. Teraz nie śledzę doniesień prasowych, nie oglądam również informacji, ale to ostatnie z innego powodu. Nic się od tamtej pory  nie zmieniło. Nawet dzień się nie wydłużył mimo, że nie spędzam go już gapiąc się w ekran i składając słowa w zdania. Ciągle trwa tyle samo. Dziwne...ale dziwniejsze jest to, że odkąd w domu moim pojawił się pies, wszystko przewróciło się do góry nogami. Dosłownie i w przenośni. Ale to również nie spowodowało, że mój dzień stał się krótszy...nie pojmuję schematu tego działania...może nie trzeba? Bo nawet jak się pojmie, to i tak nie zmieni to nic. Dzień ciągle będzie trwał 24 godziny. To dość głupie wyrażenie, "dzień trwa 24h"...no a noc??? noc jest częścią dnia a przecież utarło się, że dzień jest jak jest jasno, no więc noc dniem nie jest, ale jest jego częścią...nie ma sensu dalej się w to zagłębiać. Polski język jest językiem cudownym. Tyle w nim paradoksów, pomyłek, ładnych przekładów z języków innych. Kocham nasz język za prostotę, która prosta jest tylko dla nas. Cóż...może każdy polak powinien czuć się dumny, że mówi tak prostym, a zarazem trudnym językiem? I w dodatku tak mało popularnym...jesteśmy tacy indywidualni! Wyjątkowi i jedyni na całym świecie. Chwała nam za nasz język, bo gdyby nie on to byśmy byli pospulstwem całego świata...ale polak potrafi, własny  język ma. Patriotyzm napewno w jakiś sposób się przez ten język objawia...ale chyba w małym...niektórzy mówią: "jestem dumny z tego, że jestem polakiem"...niektórzy...można być dumnym...można było być dumnym...było.


Komentuj(0)


godz: 21:23 data: 2009.09.29
ZŁOTE MYŚLI

przeczytałam wszystko od początku...ooooj dużo tego się nazbierało! a ile emocji!! rety rety...człowiek z wiekiem nabiera coraz więcej dystansu do przeszłości...twierdzenie to żadnym odkryciem nie jest, ale warto czasem sobie to zapisać, żeby nie zapomnieć. Najlepiej jest zapisywać wszystko co nam się w danej chwili podoba żeby po jakimś czasie móc spojrzeć na tę ową złotą myśl i stwierdzić, że albo nie ma ona kompletnie sensu, albo że jest ona niezwykle uniwersalna i ponadczasowa...bo to ze złotymi myślami różnie bywa...czasem warto również zapisywać swoje spostrzeżenia świata...po czasie nabierają one większego znaczenia, bo widzimy, że tak na prawdę to nic się nie zmieniło, poza nami (to też ta jedna ze złotych myśli, która w tej właśnie chwili wydaje mi się bardzo ważna)...a najlepiej jest już połączyć obie wyżej wymienione czynności z uprawianiem fotografii! Ta to dopiero potrafi po czasie nabrać znaczeń...dzięki niej przecież możemy sobie spojrzeć w przeszłość tak, jak robią tą ci wspaniali aktorzy w tych wspaniałych filmach...retrospekcja...ważna rzecz, przecież o przeszłości pamiętać trzeba, w końcu to ona nas ukształtowała....a dokładniej to nasze charaktery...ale nie ma co się czepiać szczegółów...życie jakie jest każdy widzi...albo przeżywa...zależy od osobowości (a na to ma wpływ, o zgrozo!, przeszłość)...zatem wszystko zamyka nam się w jeden, powtarzalny nieustannie krąg (to takie masło maślane, bo przecież okrąg, krąg, koło, kółko, w swej naturze ma powtarzalność)...nie da się nic z tym zrobić...a więc czasem należy zapisać złotą myśl, ważną w danej chwili, zapewne za jakiś czas znów będzie chwila, w której będzie ważna...mimo, że Wisława napisała kiedyś: "nic dwa razy się nie zdarza"...ale przecież nawet najwięksi poeci mogą się mylić nieprawdaż? 

Komentuj(1)


godz: 22:28 data: 2009.06.1
MOŻNA

zimno strasznie a niby to lato...wakacje, seriale się pokończyły..trzeba czekać na nowe serie a swoje życie oprzeć na jakiś powtórkach...przynajmniej tak można przeżyć coś dwa razy...zawsze można też spędzać całe dnie oglądając naszą-klasę, facebooka, digarta, o2, onet, i youtube'a...tam można stracić dystans do oglądanych obiektów...można je oglądać po stokroć na milion różnych sposobów...można też czytać pouczające książki o zbrodniach, miłości i odchudzaniu...nie wolno za żadną cenę chodzić po dworze bo zimno, można się przeziębić, zachorować na jakąś poważną chorobę, można dostać anginy albo czego jeszcze gorszego...należy zatem przechadzać się po swoim dobytku...jak się ma większy to milej, bo więcej rzeczy zwiedzić można...a jak mniejszy to można bardziej się im przyglądać...dobrze jest mieć zwierze bo można je od czasu do czasu pogłaskać, ale nie wolno z nim rozmawiać bo to ujma dla intelektualisty, wszak zwierzęta mowy naszej ludzkiej nie rozumieją...najlepiej to nie rozmawiać z nikim...bo można się nie zrozumieć, pokłócić, zatracić w sporze albo dyskusji...lepiej jest oglądać internet i szukać w nim rozrywek...niekoniecznie intelektualnych...można też pić alkohol, ale to powoduje poważne choroby i nie jest zdrowe dla mózgu...szkoda...można pisać na kartkach różne rzeczy, potem je porozrzucać po pokoju i biegać po nich, skakać, leżeć i się taplać (choć jeśli chodzi o taplanie to znacznie przyjemniej jest czynić to w błocie)...a można też próbować na swojej facjacie różnych kosmetyków, makijaży, produktów chemicznych...a można usiąść w błękitnym quasi-bujanym fotelu z kubkiem (koniecznie z motywem ludowym jak np krowa) pełnym ciepłej herbaty lub kawy, zależy od gustu i chwilowego kaprysu, i słuchać kojących, pobudzających, smutnych, radosnych etc. dźwięków...niekoniecznie muzyki...można słuchać co mówią ściany, meble, podłogi, sufity...można się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy...a potem można iść spać...po to tylko, żeby następnego dnia rano lub nie rano, obudzić się i móc zacząć wszystko od nowa...

Komentuj(0)


godz: 17:41 data: 2009.03.7


generalnie jest analnie jak mawiać zwykła moja znajoma...a może raczej nie ona a jej komunikator internetowy zwany Gadu-Gadu...no i co w tym temacie? wszystko...pogoda nie nastraja pozytywnie, ból głowy nie daje spokoju...cóż...nic ciekawego nie da się z tym zrobić...jest taka choroba na d: DEPRESJA...są różne jej objawy...można leżeć w łóżku, patrzeć w ścianę albo sufit...można płakać w poduszkę co noc...można codziennie rano obmyślać plan jak popełnić tzw. samo-bójstwo...a można też dzień w dzień patrzeć w lustro i uświadamiać sobie, jak bardzo jest się podłym...a potem zdawać sobie sprawę, jak bardzo można siebie nienawidzić...no cóż...podobno z depresji można się leczyć...a więc co może być lekarstwem? w zasadzie wszystko...tylko trzeba uwierzyć, że coś pomoże...na ból głowy np. może pomóc tabletka...można by wziąć kilkaset i znieczulić zupełnie swój organizm...może nawet i dusza jakoś by obumarła? nie ma w pobliżu niestety dostatecznej ilości tabletek...nie ma też nikogo, komu można by wypłakać sie w kołnierz....trzeba też dodać, że płakać umie się tyko w ciemną noc kiedy nikt nie słyszy i na pewno nie widzi...człowiek robi rzeczy, bo ktoś mu karze, bo ktoś mówi mu, że tak powinno się zrobić, że tak warto...a potem się okazuje, że nie było warto, że nie chciało się tego robić, że zdarzenie takie oglądało się gdzieś z boku i nie brało sie w nim udziału...i zaczyna sie wierzyć, że nic sie nie zrobiło, że to jakiś zły sen był i sie z niego dało radę obudzić, bez śladów w rzeczywistości...a potem ktoś przywołuje złe wspomnienia i udowadnia, że wszystko co wyparło sie z pamięci było prawdą, zdarzyło sie z jakiś niewiadomych przyczyn...i wtedy wraca pogarda, nienawiść, złość...wszystko uderza w to samo miejsce, to najsłabsze, to które od dawna nie umie się pozbierać...serce...i co zrobić? dalej zganiać swoje złe samopoczucie na pogodę, zastój w pisaniu pracy magisterskiej i milion innych rzeczy po to tylko, żeby móc dalej okłamywać siebie, że nie stało się w życiu nic złego, że nie popełniło się błędów i że płacze sie bo film był wzruszający...

Komentuj(1)


godz: 16:19 data: 2009.02.6
NIC-ROBIENIE

wytężanie umysłu, rozciąganie mięśni woli...jednym słowem - lenistwo...nic-robienie....bo nic-nie-robienie mijało by się z prawdą, wszak prawdą jest że nic robię, czy jak kto woli robię nic, a nie, jak oznajmia stwierdzenie powyżej, nie robienie nic znaczy, że nie robi się nic a coś...proste rozumowanie uwikłane w trudniejszy sposób go określenia...snucie się swoimi wydeptanymi ścieżkami nie doprowadzi do rozwinięcia osobowości...być może rozwinięta jest ona w pełni, ale skoro kości czaszki i klatki piersiowej zrastają się do 26 roku życia, to pewnie osobowość też potrzebuje więcej czasu, żeby się w pełni ukształtować...oczywiście stwierdzenie to opieram jedynie na założeniu, że osobowość w jakiś sposób (mniej lub bardziej konkretny) związana jest z rozwojem fizycznym człowieka...jeśli nie, to mylić się jest rzeczą ludzką...tą krótką i dość rzeczową notatką chciałam dać upust przemyśleniom do jakich nakłoniła mnie internetowa rozmowa o stwierdzeniach: "nie ma sensu kupować kredensu" oraz "z dupy"...zupełnie nie wiedzieć dlaczegóż akurat te stwierdzenia spowodowały lawinowy wysyp skojarzeń diametralnie różnych od ich desygnatu (a może nawet i nie desygnatu? wszak znaczą coś innego niż przedmiot omawiany [jeśli założymy, że owy przedmiot gdzieś się tu pojawił]?)...dajmy sobie zatem święty spokój.


Komentuj(1)


godz: 21:37 data: 2009.01.29
CZAS


Fotka 8 - polepiona.eblog.plpara z wrzącej herbaty osadzająca się na okularach...przed oczami jakieś karki zapełnione mnóstwem maleńkich literek, które stoją obok siebie w jakimś bezsensie słów...kręgosłup naprostowany jak się należy, wzrok wbity w nieokreślone miejsce, myśli rozbiegane hałaśliwie w wyścigu przyszłości, sny o niczym...nie ma mnie tu...nie ma mnie w teraz...nie ma mnie nigdzie...straciłam ze sobą zupełnie kontakt...może ktoś zbyt gwałtownie mnie obudził i moja dusza nie zdążyła wrócić i wskoczyć w moje ciało...nieostrość widzenia zupełnie nie spowodowana źle dobranymi szkłami do okularów...czas wkroczyć w życie...zabłoconymi do niedawna butami postawić ślad na tej nieskalanej ścieżce...pewnie takie refleksje mają ludzie, którzy z roku na rok obchodząc swoje urodziny czują, że są starsi..a co gdyby tak nie odczuwać czasu? jak indianie Xawante? co gdyby czas można było rozciągnąć? podobno mnisi meksykańścy to potrafią (tak kochana wiesz o czym mówię;) )...i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że bez zegarka nie ruszam się prawie nigdzie...i czasem mam wrażenie, że patrzy na mnie z tej swojej tarczy i pokazuje mi wielkie "fuck u" tymi swoimi maleńkimi wskazóweczkami...zawsze jest jakoś na odwórt, więc postanowiłam, że nie będę na niego patrzeć...podobno co z oczu to z serca...czemu nie, na własnej skórze przekonałam się, że to prawda :) pani Bartosiewicz Edyta zaśpiewała dawno temu, że "zegar jest całkiem bezduszny"..o jakże ona się pomyliła!!! ma to cudo dusze, niezywkle złośliwą i dokuczliwą duszę...ale ma...szkoda, że z posiadaniem duszy nie wiąże sie posiadanie wyrzutów sumienia, bo może wtedy czas odmierzany tym przyrządem byłby bardziej łaskawy? kto to tam może wiedzieć...ostatnimi czasy mam wrażenie, że z moich wszystkich zegarków, zegarów wylazły te dusze i siedzą mi na ramieniu i karku ciągle szeptając, że jest ten i ten dzień miesiąca, tygodnia, że ta i ta godzina, i że zostało mi tyle i tyle...cierpliwie słucham, bo nie ma sensu wdawać się w jakiekolwiek dyskusje, które i tak w pewnym momencie (zazwyczaj już po pierwszym słowie) przerodzą się w monolog...a jeśli jest się w miejscu publicznym, to taka rozmowa może przysporzyć problemów...albo conajmniej można najeść się wstydu...cóż...nikt nigdy nie powiedział, że nie można oszaleć z powodu nieustannej ignorancji ze strony czasu....bo czemu nie?

Komentuj(0)


godz: 21:36 data: 2008.12.22
CICHOSZA


Fotka 0 - polepiona.eblog.pldookoła cisza...wciska się swoim obślizgłym cielskiem w każdą szczelinę pokoju...wylewa się z oczodołów, uszów, rąk, nóg, głowy...jest wszędzie tak nachalnie i z naciskiem....nie ma nic...nie ma nikogo...pusty śmiech do łez...śmiech prosto ze stwardniałego serca...wszystko ogarnia cisza...poukładane alfabetycznie książki straciły wszystkie litery i milczą grobową ciszą...nic...za oblanym potem oknem milczy nawet huczący do niedawna wiatr...usta zarastają cienką błonką niepewne czy jeszcze kiedykolwiek się odezwą...oczy zachodzą grubą warstwą mgły przekonane, że już nie zobaczą niczego poza sobą...nie ma nic...cisza wylewająca się z sufitu...nie można na niczym zawiesić wzroku...długopisy wypuściły z siebie cały tusz...ołówki połamały rysiki...milczenie zabijające powoli, nielitościwie powoli...ściekające gdzieś z otchłani porośniętego mchem mózgu do samego dna podgnitego żołądka...cisza...cisza...cisza...nawet nagły dźwięk wykrzyczany z otchłani nie przerywa ciszy...zapadła nade mną jak odwieczna, gęstniejąca z godziny na godzinę mleczna morska mgła...nie ma nic..cisza...cisza...cisza...obrosłam nią jak skórą...nie ruszę się już nigdzie...zapuściłam korzenie w niej, głęboko, najgłębiej...cisza....ciiiii.....

Komentuj(1)


godz: 16:43 data: 2008.12.21
TEATRZYK


Fotka 2 - polepiona.eblog.ploho! odezwał się jakiś cichy głosik...kto śmie przerywać moją świętą ciszę?! po lewej stronie spokojnie i miarowo stało nienaruszone tworzywo jakie wycięłam sobie wczoraj gdzieś z okolic mostka...nie, ono już żadnej ciszy nie zakłóci...spojrzałam zatem w prawo, a tam tylko stare drewniane łóżko ze złamaną nóżką stało tak jak zawsze, wrośnięte w podłogę sąsiadów...wróciłam więc do swoich zajęć...wprowadziłam palce w odpowiedni nastrój i uspokojone moim oddechem znów zaczęły tańczyć na scenie z czarnych kafelków klawiatury...oho! odezwał się znów jakiś cichy głosik...teraz najlepiej byłoby się szybko odwrócić w którąś ze stron i przyłapać posiadacza tego głosiku...nie odwracam się jednak, bo przecież nie ma czasu na jakieś kulawe śledztwa...teraz jest czas pracy...zamykam oczy i miarowym oddechem znów uspokajam opuszki palców, żeby wybijały odpowiedni rytm dla całej reszty dłoni...zamykam oczy, opada kurtyna a tam za zasłoną z rzęs pojawia się maleńka rysa...oho! woła do mnie i podskakuje radośnie...przestań! wołam do niej stanowczo..oho!  oho!   ohooo!! przestań!! sprawiasz mi ból moja mała przyjaciółko! zdziwienie publiczności sięga zenitu...oho staję się coraz większe, opasłe, nieprzyjemne...trzęsie całym teatrem mojej głowy...przestań! wołam z rozpaczliwego bólu...zdziwienie publiczności zwiększa się tym bardziej, że wszystko pęka, strzela, sypie się w gruzy...zaciskam mocniej powieki, może jakimś sposobem uda mi się zniszczyć tę wcale już nie małą rysę, która ruinuje całe moje przedstawienie...zaciskam wołając PRZESTAŃ!! nagle ciemność zapadła w mieście zabrakło prądu...trzeba koniecznie znaleźć świeczke...za późno...oho! i wszystko poszło z dymem....

Komentuj(0)


godz: 16:43 data: 2008.12.6
POCIĄGI


Fotka 8 - polepiona.eblog.plPOCIĄG #1
ścisk, ludzie poukładani na sobie, brzuch przy głowie, noga przy ustach...mały chłopiec z jakoś tak nieludzko wielkimi oczami...obok na stanowisku obrońcy i odwiecznego opiekuna jego babcia...ta para na pewno nie była ziemska...on z niechlujnie założoną czapką, ona w nieśmiertelnym berecie z antenką w pewnym stopniu pewnie przypominał jej jakieś lata młodości które spędziła w dobie PRL-u...pewnie czekała kilka dni w kolejce żeby dostać taki beret...pewnie dlatego go kochała, dbała, pielęgnowała....on w okolicach pachy ściskał z całą swoją nikłą siłą egzemplarz najnowszego komiksu ze Spidermanem...był dla niego niczym hostia, trofeum zdobytym przez ciężką pracę...przy każdym niepewnym ruchu chłopiec wydawał się być dokładnie taki, jak jego ukochany bohater...gdyby cokolwiek zagroziło jego opiekunce, powierniczce, obrończyni zapewne zrzuciłby swoją ocieplaną, puchową szarą kurtkę i stanął w jej obronie nie licząc się z żadnym wrogiem....mały chłopiec jak gdyby wyciągnięty żywcem z komiksu i jego babcia....oni nie byli z ziemi, ich ktoś zupełnie przypadkiem wytrzepał z tego komiksu i pozostawił na pastwę losu w tym zatłoczonym i za małym dla wszystkich pociągu...pozostawił ich z pytaniem jak się stąd wydostać a jedyną podpowiedzią był ten komiks...
POCIĄG #2
szarówka ustąpiła już dawno przedzierającemu się przez każde niedociągnięcie szfa, przez każde zagięcie ubrania, mrokowi...ciemność udało się rozświetlić jedynie czerwonym światłom postojowym pociągu....w tej całej przeszywającej na wskroś ciemności były jak oczy jakiegoś morskiego potwora...budziły strach a jednocześnie hipnotycznie przyciągały do siebie...w ciepłym i suchym żołądku tej morskiej poczwary spotyka mnie kobieta...starsza, swoje zapewne już przeżyła i zaczyna błyskawicznie prześwietlać moje wnętrzności...nie wie biedna, że w podróży ja nie istnieje...zajmuję spokojnie swoje miejsce, zazwyczaj w rogu i przodem do kierunku jazdy...usadawiam się wygodnie i zaczynam pisać oczami opowieści...obserwuje, oglądam, słucham....siedzę cicho, tak, żeby nikt nie wiedział że jestem...i nikt nie wie...a ten kto w jakiś dziwny sposób gdzieś mnie dostrzeże ma ciężki orzech do zgryzienia....moja pociągowa przestrzeń jest jak baszta, twierdza oblana siedmioma fosami...czasami komuś udaję się w jakiś sposób przedostać się przez pierwszą z nich...dociera do drugiej,  a ona oblewa go swoimi kipiącymi falami, uderza mocniej niż głazy, staje murem w mojej obronie...nikt nie przechodzi drugiej mojej fosy....
a gdy już w oddali kłania się krzyżem dom mój, cichutko i nad ziemią ubieram co mam ubrać i znikam z potwora...pozostawiam po sobie tylko mokry ślad...moje siedem fos wylewa....


Komentuj(0)





| p o l e p i o n a |



K s i ę g a

; .:Zobacz:.
; .:Wpisz się:.


A r c h i w u m


2010
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2009
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2008
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2007
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień 
Lipiec 
Czerwiec 
Maj 
Kwiecień 
Marzec 
Luty 
Styczeń
2006
Grudzień 
Listopad 
Październik 
Wrzesień 
Sierpień

G�OSOWANIE

Zag�osuj na tego eBloga w rankingu eBlog.pl



L i n k i

fotooczy
wypociny 3 pięknych pań ;)
fotooczy
wypociny 3 pięknych pań ;)
NIES-A-MOWITY KOLES :)

ULV
stara znajoma :]
PRZYJACIELE ACH...
bo bez przyjaciół sie nie da :)
CORKA
moja imienniczka :)
koszulki nie dla każdego
polecam :)